Layla szybko otworzyła oczy, kilka razy mrugając z taką szybkością, jakby coś wadziło jej źrenicy. Zasnęła. Niedobrze. Zauważyła, że obok niej leży stos książek, które jeszcze jakiś czas temu przewertowała. Musi się wreszcie przygotować do zajęć, bo przecież miała to zrobić dawno temu. A teraz? Znowu zasnęła. Po cholerę poszła na tak denny kierunek, skoro wszystkie przedmioty są tak wyjątkowo nudne, że za każdym razem kiedy brunetka otwiera którąkolwiek książkę, od razu zasypia? Jednak szybko o tym zapomniała. W głowie przypomniał się jej sen. Matka. Nie kontaktowała się z nią od momentu, w którym przeprowadziła się do Bostonu. Nie licząc smsa, którego wysłała z informacją, że dostała pracę. Wyciągnęła szczupłą rękę - na paznokciach od razu można było zauważyć hebanowo czarny kolor paznokci. Sięgnęła po leżący na szafce telefon, po czym bez zastanowienia wybrała jeden, dobrze jej znany numer. W głębi duszy miała nadzieję, że nikt nie odbierze. Że nie będzie musiała słuchać tego głosu. Jak zawsze jej nadzieje były złudne.
- Layla? Och, dawno nie rozmawiałyśmy. Co u Ciebie? - W tych słowach można było usłyszeć niesamowite zdziwienie. Nigdy nie miała najlepszych relacji z matką, ponieważ kobieta nie miała dla niej czasu. Liczyła się jedynie jej wielka firma i co chwilę nowy facet. Nie ma się co dziwić, skoro ojciec Layli nie był do końca znany. A przynajmniej matka nigdy nie chciała powiedzieć o nim prawdy swojej córce.
- Nie miałam czasu żeby do Ciebie zadzwonić. Wszystko dobrze. - Skłamała. Przecież nie będzie mówić o tym, że Sean ją rzucił. Wydawać by się mogło, że jej matka czasami bardziej kochała go od Layli. - Chciałam niedługo przyjechać. W końcu zbliżają się święta...
- Jasne, przyjeżdżaj. Miałam pojechać z Fabienem na jakieś wyspy, ale skoro przyjeżdżasz, zostaniemy w Westford. Już nie mogę się doczekać!
Fabien? Ach tak, pewnie kolejny chwilowy kochanek kobiety. Starała się czuć młodo, dlatego co chwilę miała innego faceta. Jeśli nie powiedzieć "chłopca", ponieważ często zdarzało się, że Ci byli o dobre dwadzieścia lat młodsi od niej. Rozmowa nie trwała zbyt długo. Mówiąc szczerze, to kobiety nigdy nie umiały ze sobą rozmawiać dłużej niż pięć minut.
Dziś czekał ją pierwszy dzień w pracy, dlatego starała się wypaść od początku jak najlepiej. Przyodziała się w uniform dla każdego barmana w lokalu. Pracowała dzisiaj do drugiej, dlatego przed wyjściem z domu wypiła trzy filiżanki kawy. Nie była nocnym markiem, ale najwidoczniej to musiało się zmienić. Stała za barem. W opinającej bluzce ze sporym dekoltem, na której widniało jej imię. Na szczęście nie musiała związywać włosów. Uwielbiała je - ciemne, przerzucone wszystkie na jedną stronę.
Jej dzisiejsza praca polegała jedynie na nalewaniu zimnego piwa do kufli i kasowaniu klientów. Sądziła, że szło jej całkiem nieźle. Przecież co jest w tym trudnego? Poza tym panna Howard miała pewne doświadczenie w tej kwestii. Kilka minut po północy zauważyła szefa, który przez dłuższą chwilę przypatrywał się jej pracy. Może jemu nie podobało się to, co robi? Może była zbyt miła, albo wręcz przeciwnie. W momencie, kiedy brunetka myślała nad każdym swoim gestem, obok jej pojawił się ten sam mężczyzna, który jeszcze przed chwilą obserwował ją z zaplecza.
- Layla skarbie, bardzo dobrze sobie radzisz. - Powiedział z uśmiechem. Można było usłyszeć z jego ust włoski akcent. W sumie to chyba dobrze, jeśli ma ze swoimi pracownicami takie miłe relacje.
- Dziękuję. Staram się, ale czasami prawie nie wyrabiam.
- Nie, nie. Idzie Ci naprawdę doskonale. Domyślam się, że z napiwkami u Ciebie nie najlepiej, ale tacy są niestety klienci. - Tu akurat miał rację. Dziewczyna potrzebowała kasy, a zarobek kilku złotych na godzinę wcale nie był pocieszający. - Jednak spodobałaś się wszystkim. I chyba dlatego mam dla Ciebie pewną propozycję. Nie chciałabyś czegoś... ekstra?
- Można jaśniej? - Layla odwróciła głowę w stronę szefa, bo do tej pory cały czas zajmowała się wydawaniem pieniędzy. Nie wiedziała do końca o co mężczyźnie chodzi. Tym bardziej, że musiała podzielić uwagę.
- Otóż nasi klienci bardzo lubią takie dziewczyny jak Ty. Pewnie spodobałby się im fakt gdybyś... Była bliżej nich. Wystarczająco jasno się wyraziłem? - Mimo bardzo miłego zachowania faceta w stosunku do Layli, ta nie wyobrażała sobie, żeby mogła dłużej go słuchać. To przecież jakiś żart, prawda? W tym momencie spojrzała na jednego z klientów, który można było się wydawać, że pożera ją wzrokiem.
- Przepraszam, jednak to niemożliwe. - Odpowiedziała szybko, odkładając pieniądze, które obecnie miała w ręku. - I jeśli pan pozwoli, pójdę już do domu. Źle się poczułam.
Nie chciała tracić tej pracy. Przecież za długo się o nią starała, a na inną nie mogła liczyć. Mimo wszystko nie mogła tu dłużej wytrzymać. Przebrała się, nałożyła czerwony płaszczyk z dużymi, czarnymi guzikami, po czym wyszła z lokalu. Nie mogła w to uwierzyć. Przez dłuższy czas szła, nadal rozmyślając o tym wszystkim, co miało miejsce jeszcze pół godziny temu. Musiała z kimś o tym porozmawiać. Wiedziała, że jedyną osobą może być jej przyjaciółka. Zmarzniętą dłonią wyjęła telefon, po czym w książce telefonicznej znalazła Anę.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - Powiedziała, kiedy tylko usłyszała znany jej doskonale głos. Wiedziała, że dziewczyna także jest w pracy. Ostatnio wspominała, że jest praktykantką w szpitalu. - Dostałam dzisiaj dziwną propozycję...
Layla powiedziała jej wszystko. Ana była jedyną osobą, o której mogła opowiedzieć o czym tylko chciała, a ta doskonale ją wysłucha i poradzi. Ta dziewczyna powinna zostać psychologiem, a nie siedzieć nad książkami w medycynie.
- I co teraz? Odejdziesz z tej pracy, prawda?
- An... Nie chcę jej stracić. - Odpowiedziała cicho. Wiedziała, że to może się źle skończyć. - Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie przyjąć jego oferty.
- Oszalałaś?! - Usłyszała, chociaż nie skończyła jeszcze zdania. To prawda. Przecież potrzebowała kasy, a przecież była ładna. Mogła na tym wiele zyskać. - Chcesz zrobić z siebie dziwkę?! Proszę bardzo, ale dla mnie będziesz skończona, rozumiesz? Jesteś po prostu idiotką!
Po tych słowach blondynka rozłączyła się. Jak to? Przecież ta jeszcze nigdy tak nie zareagowała na żadne słowa Layli. Poczuła nienawiść do swojej przyjaciółki. Narastającą wściekłość, która z minuty na minutę stawała się coraz większa. Wcisnęła telefon do kieszeni, a następnie szybkim tempem udała się do mieszkania, do którego na szczęście nie miała daleko. Wchodząc przez drzwi, od razu weszła do swojego pokoju. Usiadła na łóżku, po czym schowała twarz w dłonie. Już dawno nie czuła się tak źle. W pozycji tej przesiedziała kilka minut, ponieważ usłyszała otwierające się drzwi. Podniosła głowę, widząc przed sobą Josha - chłopaka Any, którego wolałaby teraz nie spotykać. Co prawda cała nienawiść w jego stronę ulotniła się z każdym wczorajszym kieliszkiem wina, jednak wolałaby teraz zostać sama.
- Hej, co się stało? - Z jego ust wydobył się niski, seksowny głos. Jednak Layla myślała tylko o tym, żeby wyrzucić go ze swojego pokoju. Z drugiej strony potrzebowała kogoś, komu mogłaby się wygadać.
- Właśnie zostałam opierdolona przez swoją przyjaciółkę. Tak, Twoją dziewczynę, która stara się być idealna. Niestety to jej nie wychodzi.
W tym momencie poczuła, jak pojedyncza łza spływa po jej poliku. Było jej smutno, ale jednocześnie czuła niesamowitą nienawiść i złość. Ana od zawsze ją denerwowała, jednak mimo wszystko przyjaźniły się. Layla była jedyną osobą, która znosiła dziwne humory blondynki i jej jakże niezwykle pokręcony charakter.
- Nic nie poradzisz, taka jest. - Wzruszył ramionami. - Myślisz, że dlaczego wczoraj chciałem się do Ciebie zbliżyć?
- Josh, to było złe. bardzo złe. - Spojrzała się na chłopaka, wycierając wierzchem dłoni kolejną łzę. - Złe jest to, jak traktujesz Anę. Może niepotrzebnie wczoraj uciekłam, ale nie mogłam znosić tego, że szukasz byle pretekstu, żeby zbliżyć się do innej dziewczyny.
- Ale widzisz, że to jej się należy? Zawsze była dziwna, chociaż na swój sposób urocza. Nie powinna Cię oceniać, chociaż nie mam pojęcia o co poszło. - W tym momencie brunetka poczuła dłoń Josha na swojej talii. Nie przeszkadzało jej to teraz. Chciała być bliżej niego. Tak blisko, jak to tyko możliwe. Chciała odegrać się na swojej przyjaciółce. Czy robiła źle? Owszem. Ale taka już była. Nie czekała chwili dłużej. Odwróciła się twarzą do mężczyzny. Dopiero teraz zwróciła uwagę na jego idealnie zarysowaną szczękę i głębokie oczy. Zbliżyła się, a ich wargi dotknęły się, przeradzając owy dotyk w namiętny pocałunek.
_____________________________
Uff, bardzo przepraszam za dzisiejsze brednie. Jakoś nie jestem zadowolona z tego rozdziału, bo w połowie pisania wyczerpała mi się wena. Jednak mogę tylko powiedzieć, że fabuła się rozwija, z czego jestem mega zadowolona. Dlatego chyba zaraz wezmę się za naskrobanie planu ramowego kolejnego rozdziału :)